Holycrap

Moje opinie i refleksje na tematy filmowe

Wpis

wtorek, 30 października 2012

"Skyfall"



Zmiany są dobre. Dobrze jest coś zmienić i odświeżyć skostniałą strukturę. To dzięki zmianom w formule i zatrudnieniu nowego aktora kilka lat temu zacząłem traktować filmy z Bondem poważnie - „Casino Royale” było pierwszym bondowskim filmem który obejrzałem w kinie.

Skyfall” też jest inny. Pytanie tylko czy podoba mi się kierunek tych zmian?

Hmmmmm.... niekoniecznie.

Jestem trochę zmieszany po tym seansie. Bo to dobry film. Trzyma w napięciu, ma świetne dialogi, sporo humoru, dobrą muzykę i genialnego aktora w roli „złoczyńcy” - gdy wspominam sobie „Skyfall”, od razu przed oczami staje mi Bardem. W scenach z jego udziałem Daniel Craig - którego lubię i szanuję - znika i maleje. Mamy też kilka bardzo pięknych zdjęć i jedną (szkoda że tylko jedną) piękną kobietę.

Także jest co oglądać, ale jednocześnie sporo rzeczy mi tu przeszkadza.

Ten film jest jak patchwork – mam wrażenie że Mendes próbował zaspokoić oczekiwania i potrzeby wszystkich – fanów Craiga, fanów starych filmów z Bondem  i jeszcze dodać coś od siebie. Mamy więc mnóstwo nawiązań do przeszłości – powrót Q, klasyczny Aston Martin itd., mamy trochę akcji w stylu ostatnich 2 filmów (jak dla mnie za mało), no i mamy trochę nowości – wycieczki w dzieciństwo Bonda, rozegranie wieku gł. bohatera itp.

No i tak jak zazwyczaj wychodzi w przypadku miszmaszów – obejrzeć można, ale zachwycić się nie sposób.

Ten motyw „podeszłego” wieku naszego ulubionego agenta drażni mnie i przeszkadza – i nie wiem, czy bardziej dlatego że nie pasuje do wizerunku zabójczej maszyny jaką jest i zawsze był agent 007, czy dlatego, że suma sumarum nic nie wnosi – pod koniec filmu nie ma to żadnego znaczenia i konsekwencji - wszystko gładko wraca do stanu początkowego.

Brakuje mi też w „Skyfall” porządnych scen akcji w egzotycznej scenerii – ciekawie sfilmowanych i dobrze zmontowanych – umówmy się – zgrany już mocno Istanbuł („Porwana 2”) to nie Madagaskar („Casino Royale”) czy pustynia w południowej Ameryce („Quantum of Solace”). A Szanghaj jest zdecydowanie za mało wykorzystany.

Suma sumarum – niezły film, ale drugie „Casino Royale” to to nie jest.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
tomwrist
Czas publikacji:
wtorek, 30 października 2012 10:34

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • runservice napisał(a) komentarz datowany na 2012/10/30 11:14:20:

    Witam,przeczytalme Twoja recenzje z Skyfall, widac że w wielu apektach sie zgadzamy:) zapraszam Ciebie do przeczytania ciekawej recencjiz tego filmu tutaj
    zycie-w-uk.blog.pl/

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny